Paragony grozzzzzzyyyy.

Mamy sezon na tzw paragony grozy. Odnoszę jednak wrażenie, że to trochę bicie piany. Oczywiście, że są miejsca, gdzie za posiłek zapłacimy więcej ale również są takie gdzie zapłacimy rozsądnie. Generalnie wszystko podrożało zaczynając od mleka, kończąc na benzynie. Pomiędzy tym są „półprodukty” potrzebne do wyprodukowania dania, siła robocza oraz wszystkie do tego potrzebne dodatki typu prąd, gaz itp. Zachowujemy się trochę jak Kali, czyli sami chcemy więcej zarabiać ale już zapłacić więcej to już nie. Cena dania birze się z tzw food cost czyli przelicznika ceny półproduktów potrzebnych do wykonania danej potrawy plus inne koszty pośrednie. Jeśli jeden lub kilka albo wszystkie pośrednie składniki drożeją to efekt końcowy również.

No, chyba, że się mylę.

Druga sprawa jest taka, że chyba lubimy się maltretować tymi wysokimi cenami. W każdym lokalu jest menu z cenami, więc zaskoczenia chyba raczej nie ma, no może cenę ryby ciężko określić, ale zawsze można poprosić o mniejszą lub można zjeść, naleśniki, pierogi, schabowego, pizze czy cokolwiek innego niż ryba. Rachunek wtedy będzie niższy. Można również poszukać innego lokalu, dalej od morza, promenady, centrum miasta. Ale wtedy nie było by fejmu na interenetach.

food #paragon #grozy #wakacje #jedzenie